Hi!
Wpadam na chwileczkę podzielić się z Wami moim małym kosmetycznym odkryciem :)
Zapewne każda z Was zna słynne Meteoryty Guerlain. Kusiły mnie, kusiły... aż zupełnie przypadkowo znalazłam godne im zastępstwo! Zaciekawionych- zapraszam do lektury!

Kobo Professional Mineral Make-up Pearls 01 Bright Pearls to kilkadziesiąt różnokolorowych, błyszczących kulek, o różnym stopniu blasku zamkniętych w solidnym, plastikowym opakowaniu z wieczkiem. Opakowanie kilkukrotnie mi upadło, i wciąż jest w idealnym stanie. Łatwo się odkręca a jednocześnie doskonale "trzyma". Zawartość opakowania to 15 g, a wystarczy na wieki.
Dlaczego je pokochałam? Bo (tak, wiem, nie zaczynamy zdania od "bo") za cenę 25 zł spodziewałam się nachalnego brokatu, który będzie wszędzie, tylko nie na twarzy, a po 2h nie będzie go nigdzie... a otrzymałam rozświetlające nanodrobiny! Są tak subtelne, że wręcz niezauważalne! Omieciona nimi twarz po uprzednim użyciu podkładu jest lekko rozświetlona, wygląda na wypoczętą, rysy są zmiękczone, a niedoskonałości stają się mniej widoczne. Co istotne dla mnie, posiadaczki cery mieszanej- produkt wcale nie zapycha porów, czego się obawiałam! Nie bieli twarzy, a do tego jest baardzo wydajny. Zapach? Lekki, delikatny, ledwo wyczuwalny.
Efekt oczywiście można stopniować, np. na policzkach, by uzyskać mocne "glow". Na co dzień omiatam perełkami delikatnie twarz pędzlem RT i ten efekt zupełnie mnie zadowala.
Znacie perełki Kobo? A może macie swoich ulubieńców do wykończenia makijażu? Jestem bardzo ciekawa :)
Wpadam na chwileczkę podzielić się z Wami moim małym kosmetycznym odkryciem :)
Zapewne każda z Was zna słynne Meteoryty Guerlain. Kusiły mnie, kusiły... aż zupełnie przypadkowo znalazłam godne im zastępstwo! Zaciekawionych- zapraszam do lektury!

Kobo Professional Mineral Make-up Pearls 01 Bright Pearls to kilkadziesiąt różnokolorowych, błyszczących kulek, o różnym stopniu blasku zamkniętych w solidnym, plastikowym opakowaniu z wieczkiem. Opakowanie kilkukrotnie mi upadło, i wciąż jest w idealnym stanie. Łatwo się odkręca a jednocześnie doskonale "trzyma". Zawartość opakowania to 15 g, a wystarczy na wieki.
Dlaczego je pokochałam? Bo (tak, wiem, nie zaczynamy zdania od "bo") za cenę 25 zł spodziewałam się nachalnego brokatu, który będzie wszędzie, tylko nie na twarzy, a po 2h nie będzie go nigdzie... a otrzymałam rozświetlające nanodrobiny! Są tak subtelne, że wręcz niezauważalne! Omieciona nimi twarz po uprzednim użyciu podkładu jest lekko rozświetlona, wygląda na wypoczętą, rysy są zmiękczone, a niedoskonałości stają się mniej widoczne. Co istotne dla mnie, posiadaczki cery mieszanej- produkt wcale nie zapycha porów, czego się obawiałam! Nie bieli twarzy, a do tego jest baardzo wydajny. Zapach? Lekki, delikatny, ledwo wyczuwalny.
Efekt oczywiście można stopniować, np. na policzkach, by uzyskać mocne "glow". Na co dzień omiatam perełkami delikatnie twarz pędzlem RT i ten efekt zupełnie mnie zadowala.
Znacie perełki Kobo? A może macie swoich ulubieńców do wykończenia makijażu? Jestem bardzo ciekawa :)
Jeszcze nigdy nie miałam takich meteorytów :)
OdpowiedzUsuńWstyd się przyznać, ale nie mam żadnego produktu z tej firmy. Meteorytów też nie mam. Wolę rozświetlacz z dr Irena Eris ;-)
OdpowiedzUsuńMam meteoryty, te prawdziwe i tak jak tu patrzę, to te Kobo zupełnie przyzwoicie się na ich tle prezentują. Fajna alternatywa za ułamek ceny :)
OdpowiedzUsuńCzytasz w moich myślach bo właśnie czaję się na meteoryty :) Po Twoim wpisie z pewnością będę się rozglądać za kuleczkami KOBO! :)
OdpowiedzUsuńTytuł mnie rozwalił.
OdpowiedzUsuńKupiłam kiedyś "meteorki dla ubogich" z innej firmy, ale jakoś się nie przyjęły. Służą mi teraz głównie... do zdjęć. ;-)